JAK "PRAWIE" ROBI WIELKĄ RÓŻNICĘ
Ewka była dzisiejszą blondynką, choć naturalną, to jednak zmodyfikowaną. Inteligencją nadmierną nie grzeszyła, za to wrodzoną naturalną słowiańską urodą, figurą, ładnym, dużym, jędrnym biustem i prawdziwą figurą modelki.
Pochodziła z małej wsi pod Gdańskiem, gdzie mogła liczyć jedynie na stale wzrastającą liczbę wielbicieli. Ukończyła Liceum Ekonomiczne, choć z wielkim trudem, ale za o z wielką pomocą profesora od rachunkowości, który zauroczony jej wdziękami, namiętnie zaczął udzielać jej prywatnych korepetycji, a ona wtedy zdała sobie sprawę tego, jaką siłę ma jej uroda i ciało.
Miewała dużo chłopaków, chodziła na imprezki, dyskoteki, a że nie była cnotliwą dziewczyną, zawsze miała grono wielbicieli, jak psy czekających na swoją kolej.
Z czasem jednak zaczęła się bardziej cenić, szukać szerzej i w wyższych sferach, zwykli studenci lub robotnicy jej nie interesowali, zaczęła chodzić do lepszych klubów w poszukiwaniu bogatszych sponsorów.
Udawało jej się zapoznawać młodych i bogatych, czy też starszych, ale też bogatych, choć z czasem zdała sobie sprawę, że jest tylko dla nich chwilową zabawką, a ona szukała kogoś na stałe, bo oprócz pięknego ciała, posiadała również piękne serce, które rozpaczliwie poszukiwało właściciela!
Koleżanki namawiały ją, aby zaczęła się bardziej cenić i sama zarobić na ciuchy i kosmetyki, które były jej potrzebne jak powszedni chleb, codzienna nowa kreacja, odsłaniająca jej nogi i biust, była swoistą inwestycją w przyszłość wabiącą nowych facetów.
Postanowiła w końcu poszukać pracy, ale i w tym temacie mierzyła wysoko!
Jako absolwentka Liceum Ekonomicznego zapragnełą osady w pięknym biurze dużej firmy i tam też zaczęła wysyłać swoje cv, ale oczywiste było, że zaproszeń na rozmowę było mało. Zaczęła ubarwiać swoje cv o zdobyte doświadczenia w księgowości, ale takie rzeczy i tak wychodziły na rozmowie wstępnej, liczyła na przychylne oka szefów, ale znalazł się tylko jeden podstarzały prezes proponujący jej staż za łóżko, ale ani oferta ani facet nie wydali jej się zbyt atrakcyjni.
Wierzyła w swoją potęgę i w końcu trafiła na swego mentora.
Duża agencja reklamowa poszukiwała sekretarki, siedziba w wysokim biurowcu w centrum Gdańska, a na rozmowę czekało kilkadziesiąt dziewczyn, w tym i piękna Ewka, w krótkiej garsonce, rozpiętej białej bluzce, ukazującej wydatny biust powiększony dodatkowo stanikiem.
Dziewczyny grymasiły na ordynarnego prezesa, przyglądającego się bardziej ich nogom niż cv, a gdy nadeszła kolej Ewki, wiedziała już, że teraz ma swoje pięć minut i po mistrzowsku zagrała swoją rolę życia.
Waldek był erotomanem po pięćdziesiątce i choć szefem był wyrozumiałym i mądrym, doskonale znał swoją branżę i kontakty, wynajdywał najlepsze i najdroższe kampanie do zrealizowania, to miał jedną słabość-był uzależniony od kobiet, od sexu od zwykłego zbliżenia z ciałem kobiety, którego zwieńczeniem zawsze musiało być jego spełnienie, co go relaksowało i pobudzało do dalszej, efektywnej pracy.
Ewka była dla niego wybawieniem, był dla niej bardzo dobry, opiekuńczy, polubił ją szczerze, a jej kompletne mu oddanie i gotowość na jego zachcianki o każdej porze dnia sprawiły, że zaczął ją uwielbiać i czcić.
Dostała od niego dodatkową kartę kredytową, oprócz wygórowanej wypłaty, wynajął jej małą i przytulną kawalerkę, kupił plazmę, laptopa, jeździł z nią na zakupy, ale do innych miast, częste weekendowe wyjazdy, nad półwysep, do stolicy, parę razy w góry.
A czy Waldek był żonaty? O tak, gdyby nie był, zapewne Ewka nie byłaby dla niego takim objawieniem, jako swoisty owoc zakazany, ale tradycyjnie, z żoną nie współżył od długich lat, posiadał dwie dorastające córki, które studiowały za granicą, a ojcem interesowały się bardziej w sferze materialnej.
Żona jego przeszła swoistą metamorfozę ,kiedy to parę lat temu zaczęła się udzielać charytatywnie, najpierw w swojej parafii ,a potem założyła krajową fundację na rzecz pomocy rodzinom wielodzietnym. Wielokrotnie próbowała nawracać męża, ale on spragniony kontaktu cielesnego kobietami, nie uległ jej wpływom, więc pozostali w układzie partnerskim-on jej daje kaskę na fundacje, a ona mu daje spokój.
Mijały miesiące, a Ewka była zakochana, jej obowiązki w firmie ograniczały się do prezentowania ładnego uśmiechu w recepcji i odprowadzanie klientów do pokojów innych pracowników, nawet z odbieraniem telefonów miała problemy, bo gubiła się w kierowaniu rozmówców do konkretnych pracowników.
O dziwo reszta współpracowników polubiła Ewkę, bo była potrzebna w stresujących sytuacjach, kiedy szef wpadał w złość, po nieudanym kontrakcie, lub po odrzuceniu ich projektu przez klienta, wzywał wtedy do siebie odpowiedzialnych za to podwładnych, wyzywał i niejednokrotnie zwalniał, a że płaca była duża, pracownicy pozwalali na te wyzwiska, bojąc się utraty tak intratnej posady.
I tu wybawieniem była Ewka, kiedy wiedziano, że coś się zawaliło, Waldek wariuje i posypią się głowy, proszono Ewę o szybką wizytę w jego gabinecie, a ona zakochana i oddana, uczynna, pocieszała swego lubego, najpierw głaszcząc go po głowie, potem namiętnie całowała, aby następnie zejść pod jego biurko, aby definitywnie rozładować jego negatywne napięcie. Potem był jak baranek, pracownicy ocaleni a Ewka zyska nową biżuterię i nowe kreacje.
Z czasem jednak zapragnęła więcej, samotne święta, niejedne wieczory, które ukochany ze względów „reprezentacyjnych” musiał spędzać z żoną , były dla niej bardzo dotkliwym faktem. Pragnęła go mieć przy sobie jako swego faceta, prać mu , gotować, budzić się przy nim i rodzić mu dzieci.
Na jej pytania o rozwód i ich wspólną przyszłość, odpowiadał:
- Skarbie nie mogę się rozwieżć, wtedy straciłbym połowę majątku, a za co kupowałbym Ci tyle pięknych ciuszków?
- Ale mi nie chodzi o pieniądze! Kocham cię i chcę być z tobą jako twoja kobieta, na zawsze i w każdej chwili- szepnęła łącząco.
Waldek nie za bardzo rozumiejąc jej zdania, w którym chciała wykazać się znajomością nietuzinkowego słownictwa, odparł:
- Skarbie mój najdroższy! Ty jesteś dla mnie prawie jak żona.
Ewka postanowiła dać mu nauczkę, wyżalała się wielokrotnie koleżankom o swej historii miłosnej i w końcu postanowiła dać mu nauczkę, naszpikowana dobrymi radami koleżanek o lekkich poglądach feministycznych.
Kiedy po paru dniach unikała kontaktu z Waldkiem, widziała jego wzrastającą złość i wzburzenie.
W końcu odwiedziła jego gabinet, gdzie witana szerokim ramionami otrzymała w prezencie bilet na tygodniowy pobyt w spa, co kompletnie je nie ucieszyło.
Waldek całował, pieścił, aż w końcu doprosił się swojego i Ewka wylądowała pod stołem, czyniąc swoją powinność, ale koniec tym razem okazał się inny.
Gdy nagle przestała i wstała spod stołu, zdezorientowany Waldek z rozpiętymi spodniami wykrzyknął:
- Ewka! Co ty? Ale ja już prawie byłem!
Ona z ironicznym uśmieszkiem odparła:
- To teraz już widzisz jaką „prawie” robi wielką różnicę!
Prawie jak Bruce Lee
Prawie jak pałac
Prawie jak galeria handlowa
Prawie jak małżeństwo
Prawie jak "u Fukiera"
Prawie jak Titanic